Tymoteusz Karpowiczwycieczka w góry A.D. 2000padały Karkonosze na śnieg po kolanagdy patrzyło się na nie z młodości –stare mięśnie widok przekręciłydo wiatru w kościprzeszukiwane w szczytach okrucieństwoobroniło się blendą z chryzantem:przeniesioną na szczyt bez miłościTymoteusz Karpowicz (1921-2005), wybitny poeta i dramatopisarz. Urodził się w Wilnie, studia polonistyczne skończył we Wrocławiu. Przez długie lata był redaktorem „Odry”. W 1973 r. wyjechał na Zachód, a potem na stałe do USA, gdzie w latach 1978-1992 sprawował stanowisko profesora slawistyki uniwersytetu w Chicago. Wydał tomy wierszy, m.in. Kamienna muzyka (1958), W imię znaczenia (1962), Trudny las (1964), Odwrócone światło (1972), Słoje zadrzewne (1999), oraz napisał wiele dramatów, granych często na scenach polskich w latach 60. i 70. XX w. (m.in. Wracamy późno do domu, Dziwny pasażer, Kiedy ktoś zapuka, Charon od świtu do świtu). Był jednym z największych nowatorów poezji polskiej ostatniego stulecia.Postscriptum Ten wiersz odnalazłem 5 lipca 2009 r. w teczce chicagowskich rękopisów poety. Na białej kartce A4 jedna wersja, z poprawkami w trzech różnych kolorach, jest pokreślona. Poniżej znajduje się wersja w czystopisie prowadzona równym duktem długopisu, jednym ciągiem. Nie znaczy to, że mamy przed sobą ostateczny zapis utworu, np. zaskakuje trzykrotny rym „-ości” na tak małej przestrzeni. Cokolwiek orzekniemy, jest to artystyczny dokument gorzkiej refleksji starego (79 lat), wytrawnego turysty, który po 41 latach od chwili forsownej sudeckiej wyprawy poszedł ze mną na ostatnią w życiu górską wyprawę – w Karkonosze (30.06-1.07.2000 r.). Opisałem ją w „Sudetach” (patrz: „Poeta w górach”, „Sudety”, nr 7/100, lipiec 2009, s. 28-30). Szkoda tylko, że wcześniej nie znałem tego wiersza: opis wycieczki miałby godną oprawę. Jan Stolarczyk |